Ostatnio ciągnie mnie do dębów

I to mocno.

Na witarianizmie nagle zaczęło mnie ciągnąć do dębów.

W obu parkach, jakie są w pobliżu mojego domu, rośnie wiele różnych drzew i przechodzę koło nich obojętnie.

Natomiast gdy przechodzę podczas spaceru w obu parkach koło potezniejszych dębów, czuję że muszę się zatrzymać i podejść do dębów. I tak jest ostatnio za kazdym razem.

Tak mnie ciągnie, że muszę podejść do dębu i się do niego przytulić. Trochę się wstydzę przechodzących ludzi, bo jak to – facet tuli się do drzewa? Ale coś mam ogromną potrzebę się do dębu zbliżyć. On wręcz do mnie „mówi”.

Od dębów – tych z grubszym konarem – czuję potężną, majestatyczną moc. Jest w nich jakaś potężna siła, którą na ten moment silnie potrzebuję. W sensie potrzebuję wsparcia ze strony dębu. A dęby mi to wsparcie udzielają. Dają mi wręcz OPARCIE.

Ciekawe, bo przed witarianizmem nic takiego nie czułem.

Teraz zaczynam rozumieć, dlaczego Słowianie, a w zasadzie prawidłowiej  – Sławianie, czcili dęby jako święte drzewa.

Ta siła dębów wynika również z ich majestatycznosci oraz z mądrości. One długo żyją, dużo „widziały”, więc mają duże „doświadczenie życiowe”.

Coś w tym jest. Na tą chwilę kontakt z dębami jest mi bardzo potrzebny. Muszę tylko znaleźć jakiś potężniejszy dąb w bardziej ustronnym miejscu, gdzieś poza moją miejscowością. Abym mógł się do niego na dłużej przytulić i zobaczyć na spokojnie, co dęby mają mi do przekazania. Bo na razie trochę się wstydzę przytulać do dębów w środku parku pełnym ludzi.

Reklamy
Opublikowano Przyroda | Dodaj komentarz

Zalety i wady witarianizmu

Za mną już 3 miesiące witarianizmu.

Od razu powiem, że nie jest to prosta dieta dla osoby, która miała już pewne problemy zdrowotne, oraz ciężki bagaż emocjonalny.

Nie jest to również łatwa dieta dla osoby w wieku 40 lat. Obserwuję, że 20-latkom łatwiej przejść na witarianizm, czy nawet frutarianizm, aniżeli osobie, która ma lat 2 razy więcej, a ponadto ma silne nawyki żywieniowe (mimo że przez 25 lat np. była już wegetarianinem).

Teraz, po tych 3 miesiącach wita, widzę wyraźnie, jak silnie uzależniają poniższe substancje:

  • cukier – jest w zasadzie w każdej przetworzonej potrawie oraz – co oczywiste – w słodyczach. Silny jak narkotyk.
  • sól – na razie z niej nie rezygnuję, ale również silnie uzależnia
  • nabiał: jogurty, masło, śmietana, a zwłaszcza ser żółty (np. smażony na pizzy czy zapiekance)  – uzależnienie jak od silnego narkotyku
  • gluten: pszenica, żyto, owies, jęczmień, i mąka z nich, czyli wszystkie chleby, bułki, chrupiące rogaliki, a także naleśniki, placki, ciasto na pierogi –  silnie zaklejają jelita, powodują narastanie grzybów, no i najważniejsze – silnie uzależniają
  • skrobie: zwłaszcza ziemniaki – silnie uzależniające. A są one ciekawe, że na surowo nikt by nie zjadł ziemniaka, a po ugotowaniu trucizna staje się „zdatna” do spożycia
  • smażone tłuszcze, a więc wszelkiego rodzaju smażone warzywa, ciasta, zapiekanki, pizze, frytki.
  • mięso zwierząt, w tym mięso ryb – tego uzależnienia nie mam od 25 lat, gdyż tyle już nie jem mięsa. Ale też nigdy nie byłem uzależniony od mięsa, gdyż go nie cierpiałem jeść, więc trudno mi się wypowiadać odnośnie jego działania uzależniającego. Ale ponoć również mocno uzależnia.

Dla mnie na tą chwilę tłuszcz smażony to największe uzależnienie. Jak łatwo pozbyłem się wszystkich powyższych uzależnień na witarianizmie, tak wyrwać się z uzależnienia od tłuszczów smażonych jest dla mnie naprawdę ciężko. Dlatego średnio raz w tygodniu zjem jeszcze jakieś smażone warzywa z gotowanym ryżem. Bo nie jest tak łatwo przejść na wita z dnia na dzień. To jest PROCES, jak to ktoś ładnie powiedział. Ktoś może więc przejść na pełny witarianizm już od dzisiejszego dnia, a innemu (i tak jest raczej najczęściej) przejście może zająć kilka miesięcy lub nawet kilka-kilkanaście lat.

Dlatego nie ma co robić coś na siłę.

A oto lista zalet i wad witarianizmu, jakie na moim przykładzie udało mi się zaobserwować przez te 3 miesiące:

  1. Sfera fizyczna:
  • zalety:

ustąpienie krostek (syfków) na ciele

całkowite wycofanie egzemy skórnej z dłoni – a miałem ją od urodzenia: duże rany na dłoniach, sączenie się płynu surowiczego, bolesne pęknięcia naskórka

przestał mi śmierdzieć pot pod pachami, a ponadto mniej się pocę (do tej pory miałem silne skłonności do pocenia się, w tym pod pachami)

  • wady:

jest mi potwornie zimno, zwłaszcza w mroźny dzień. Wcześniej łączyłem to ściśle ze słabo działającym organizmem, ale teraz widzę, że silne zimno to oznaka silnego strachu. Silny strach i lęk powoduje ściśnięcie ciała i jego energii, i wówczas pojawia się skrajne, przeszywające całe ciało, zimno.

mam słabe ciało. Owszem, ćwiczę codziennie i staram się chodzić na spacery (po 4-6 km szybkim krokiem), ale muszę się do tego mobilizować. Najchętniej bym się nie ruszał. Ale widzę, że taką słabość fizyczną mam od dzieciństwa.

jestem głodny. Jem dużo sałatek warzywnych, aby się najeść, ale i tak często jestem głodny. Nie pomają również zioła, jakie piję na nerki, wątrobę czy przemianę materii.

schudłem 18 kg. Przy wzroście około 188 cm zeszczuplalem z 94 kg do 76. To trochę za dużo i wyglądam teraz trochę jak szkielet.

2. Sfera emocjonalna:

  • zalety:

mam silny kontakt ze swoim wnętrzem. Jak do tej pory żyłem całkowicie odcięty od swojego wnętrza (okazało się, że to odcięcie siebie od mojego wnętrza powodowało właśnie jedzenie przetworzonego jedzenia), tak teraz mam dobry kontakt ze swoim wnętrzem. Teraz widzę, że gotowane/smażone jedzenie bardzo silnie odcinało mnie od siebie, od swojego wnętrza i od swoich emocji. Przez to cały czas żyłem obok siebie. Natomiast na wita jestem głęboko w sobie, nie udaje już mi się uciec od siebie, zwłaszcza w trudnych emocjonalnie lub psychicznie sytuacjach w pracy. Widzę, że jadłem gotowane i smażone posiłki dlatego, aby stłumić i odciąć się od swojego (emocjonalnego) wnętrza.

łatwo mi się teraz rozmawia z ludźmi – wcześniej, na gotowanym i smażonym jedzeniu, miałem mniej energii, przez co byłem odcięty od swojego wnętrza, a przez to z kolei – odcięty i sztuczny w relacjach z ludźmi. Teraz łatwiej mi się rozmawia, chociaż na wierzch wypłynęła wielka nieśmiałość do ludzi (którą miałem od urodzenia, tylko z czasem stłumiłem).

  • wady:

emocje są na wierzchu. Tak, wreszcie mam chociaż jakiś kontakt ze swoimi emocjami. Ale na wita wychodzą bardzo silne emocje, które człowiek przez całe swoje życie stłumił. Wychodzi nieśmiałość, autodestrukcja, nienawiść do siebie, chęć ucieczki od świata, złość i przede wszystkim strach. Nie jest to łatwe i sam do końca nie wiem, jak sobie z tym radzić. Staram się głęboko wchodzić w te emocje, aby je przeżyć do końca i by one wówczas puściły, ale coś mi się to nie udaje.

jestem rozdrażniony – pewnie z kilku powodów po trochu: głód, detoksykacja (i wówczas autoksykacja) i kontakt ze swoimi niechcianymi emocjami

3. Sfera psychiczna:

  • zalety:

luz w głowie

głęboki sen – wysypianie się

przypomina mi się moje dzieciństwo i czas młodzieńczy, których do tej pory zupełnie nie pamiętałem – byłem od nich całkowicie odcięty

bystry umysł – w pracy przez cały dzień jestem skoncentrowany, a wcześniej w połowie dnia umysł zaczynał zasypiać i tracić wszelką koncentrację

czas wolniej płynie – do tej pory czas szybko mi płynął, a ostatnie lata, gdy moja nerwica osiągnęła już apogeum, dzień za dniem i weekend za weekendem znikały mi błyskawicznie. Teraz znowu doba trwa dłużej – coś jak dziecku w dzieciństwie.

  • wady:

jestem odleciały od rzeczywistości. W sumie u mnie to nic nowego, ale teraz na wita tracę wszelkie zainteresowanie światem zewnętrznym i jestem na czymś w rodzaju lekkiego haju. Niektórzy to nazywają hajem owocowym. Coś jakbym był cały czas lekko ujarany marihuaną. Przynajmniej tak to kojarzę z moimi eksperymentami z czasów młodzieńczych. Może też być tak, że ten stan haju spowodowany jest silną detoksykacją organizmu i jego oczyszczaniem się podczas witarianizmu – być może z mózgu uwalniają się trucizny po wielu używkach, jakie zażywałem w latach młodzieńczych?

odcinam się od świata i świat mi obojętnieje – opis jak wyżej, ale dodam, że tracę zainteresowanie pracą zarobkową. Nawet mam zakusy, aby zostać bezdomnym, A TO JUŻ NIEDOBRZE!

zaniki pamięci bieżącej – na razie zacząłem zapominać podstawowe fakty z dnia codziennego, czego przed wita nie miałem. To też mnie martwi.

x x x

Na zakończenie dodam, że jak wspomniałem powyżej, cały czas ssie mnie na jedzenie smażone. Ale jak już ulegnę pokusie umysłu i zjem to smażone, to wcale nie czuję się lepiej. Nic mi to nie daje – czuję się nadal źle emocjonalnie, jak się czułem. To jest tylko chęć ucieczki od emocji i strachu w smażone jedzenie.

I jeszcze słowo na drogę – będę kontynuował witarianizm, gdyż chciałbym dojść do momentu, gdy będę miał full energii w ciele, jak to opisuje wielu witarian/frutarian. Marzy mi się to. 🙂

 

 

Opublikowano Witarianizm (Raw food) | Otagowano , | 12 Komentarzy

Dzisiaj właśnie kończę…

…20. dzień na pełnym witarianizmie.

Zaczynam się czuć coraz lepiej.

Już prawie w ogóle nie jest mi zimno. Zaczyna być mi ciepło.

Mam jeszcze kryzysy, ale miska warzyw stawia mnie na nogi.

Mam lepszy humor, chociaż daleko mi do ideału.

Głód się powoli uspokaja.

Witarianizm mnie wciąga. Chcę dalej iść tą drogą.

Zobaczymy, co będzie dalej.

Ale po obejrzeniu poniższego filmu, czuję się bardzo podbudowany.

Okazuje się bowiem, że dieta wita leczy cukrzycę 2. typu, niektóre przypadki cukrzycy 1. typu, naprawia trzustke i reguluje poziom cukru we krwi.

Ale o tym już w poniższym filmie. Polecam 🙂

 

 

 

Opublikowano Witarianizm (Raw food) | Dodaj komentarz

Za mną już 10 dni na…

…pełnym witarianizmie weganskim.

Co obserwuję:

Jest mi potwornie zimno

Jestem słaby

Ledwo chodzę

Mam silny kontakt ze swoim wnętrzem

Emocje są na wierzchu

Wczoraj płakałem pod prysznicem z tęsknoty za Swiatlem/Bogiem/Miłością, i z tęsknoty za sobą

Plakalem i integrowalem pod pryszcicem swoje osobowości złodzieja, mordercy, gwałciciela, władcy ciemności, zboczenca, małego wrażliwego dziecka i młodzieńca, którymi byłem w tym lub poprzednich wcieleniach, a które to części mnie całkowicie od siebie wyparlem. Wylem z bólu emocjonalnego i integrowalem te wyparte części ze sobą.

Jestem odleciały od rzeczywistości

Jestem rozdrazniony

Jestem głodny

Mam wiele kryzysów

Odcinam się od świata

Świat mi obojetnieje

× × ×

Dzisiaj poczytałem sobie, że w zasadzie prawie wszystkie powyższe objawy to objawy, zachodzącego we mnie pod wpływem surowych owoców i warzyw, detoksu ciała. Duże ilości toksyn są uwalniane z organizmu przez wątrobę i nerki, część jest wydalana z organizmu, ale część po nim ponownie krąży. I że mam to przeczekać.

I jeszcze link do filmu w tej sprawie:

Opublikowano Witarianizm (Raw food) | Dodaj komentarz

Święto zmarłych

Kilak dni po święcie zmarłych, pojechaliśmy z rodziną na groby bliskich mojej żony – synka kuzynki żony, który zmarł kilka lat temu w wieku 12 lat, oraz synka matki tej kuzynki, który po kilku miesiącach życia, zmarł w latach 70. ubiegłego wieku.

Byłem wówczas kilka dni na witarianizmie roślinnym, więc byłem o wiele wrażliwszy, niż na codzień.

Stojąc nad pierwszym grobem, zapytałem najpierw Duszę zmarłego synka kuzynki mojej żony – co z nim, gdzie jest? Odpowiedział mi, że już się wcielił jako dziecko w jakiejś rodzinie.

Jeszcze pamiętał o swojej nagłej śmierci, ale już był wcielony w innym ciele. Powiedziałem więc żonie, że Duszy zmarłego synka jej kuzynki już przy grobie nie ma.

Potem podeszliśmy do zmarłego synka mamy kuzynki mojej żony, czyli braciszka kuzynki mojej żony. Ten chłopczyk żył tylko kilka miesięcy po urodzeniu i zmarł w latach 70. ubiegłego wieku.

Jego Duszę też zapytałem o to samo. Dusza była trochę zaskoczona, że jej przypominam o tym krótkim wcieleniu. Ale odpowiedziała mi, że ona już dawno zapomniała o tym wcieleniu, ma teraz swoje, dojrzałe, dorosłe życie. Ta Dusza już w ogóle nie tęskniła za tym krótkim wcieleniem. Czas zrobił swoje.

Tej Duszy, oczywiście już od dawna, również już nie było przy własnym grobie.

Opublikowano Witarianizm (Raw food) | Dodaj komentarz

„Zaślubiny” z siłami ciemności

Myjąc kwarc dymny oraz krzemień pasiasty – oba kamienie, będące odmianą SiO2 – a strasznie się wówczas bałem, zobaczyłem scenę, gdy byłem uwięziony w głębokich lochach zamku średniowiecznego, odcięty od świata i światła słonecznego, w ciemnym lochu gdzieś w kazamatach zamkowych.

Bałem się wówczas strasznie, a brak najmniejszego promienia słonecznego powodował, że uwierzyłem, iż teraz panuje już tylko ciemność. Bałem się, co będzie ze mną dalej, byłem tak zdesperowany i wystraszony, że zaczęły krążyć wokół mnie siły ciemności.

Uległem im.

Poprosiłem je o pomoc i z desperacji oddałem siebie całego we władanie sił ciemności. ALE TO BYŁ MÓJ WYBÓR – siły ciemności nie miały takiej siły, by mną zawładnąć same. One mnie mogły kusić, zabiegać o mnie, pokazywać mi, co osiągnę, gdy z nimi zawrę pakt, ale NIE MOGŁY SAME ZAWŁADNĄĆ MNĄ. Potrzebowały MOJEJ ZGODY.

I zgodziłem się. I zawładnęły mną. I poszedłem w ciemność w tych ciemnych zamkowych lochach bez nadziei w lepszą przyszłość.

Przypomniałem sobie to zdarzenie, odkaszlałem to mocno, cały czas myjąc oba kamienie, i puściłem te siły ciemności. Tamten mój PAKT z siłami ciemności stał się nie ważny, został ANULOWANY. I znów zobaczyłem, że potrzebna byłą MOJA DECYZJA.

Ja ANULOWAŁEM pakt z siłami ciemności, więc siły ciemności musiały odejść.

To było ważne wspomnienie, gdyż dotarłem do punktu inicjalnego, gdy siły ciemności mną zawładnęły.

Zobaczyłem, że potrzebne są 2 czynniki:

  • pierwszy, „przygotowujący” człowieka – przebywanie w skrajnie trudnych dla człowieka warunkach, wręcz beznadziejnych, gdy nawet grozi śmierć. Wówczas, gdy człowiek straci NADZIEJĘ i nie odwoła się DO SIŁ ŚWIATŁA, zaczyna się poddawać. A jak się poddaje, przychodzi rezygnacja, i stąd już 1 krok do:
  • poddania się siłom ciemności. Ale poddanie się ZAWSZE następuje tylko i wyłącznie na skutek WŁASNEJ DECYZJI, WŁASNEJ ZGODY I WŁASNEGO PRZYZWOLENIA. Siły ciemności nie mają takiej mocy, by same kimś zawładnąć.

Przynajmniej tak to zobaczyłem na własnym przykładzie.

 

Opublikowano Poprzednie wcielenia | Otagowano , | Dodaj komentarz

Narodziny Ziemi

Ostatnio myjąc kamienie w dniu, w którym byłem na witarianizmie – w takim dniu jestem bardziej wrażliwy – zobaczyłem, jak nasza Ziemia się rodziła.

Zobaczyłem sekwencję, gdy materialnej Ziemi jeszcze nie było – była tylko potężna Dusza, która miała przyjąć rolę Ziemi. Ta Dusza nie za bardzo tego chciała, trochę broniła się przed tym, była w stanie bezcielesnym. Czuła bowiem, że rolą Ziemi będzie trochę cierpieć. To będzie bolało Duszę Ziemi.

Natomiast jakoś dała się przekonać do swojej roli i rozpoczęła materializację siebie – siebie jako planety Ziemia.

Widziałem, jak do tej Duszy zaczęły przybywać z kosmosu cząstki materii – jakieś krążące we wszechświecie kawałki skał, lawy.

Dusza Ziemi zaczęła je przyciągać do siebie z ogromną mocą. Najpierw pojawiła się jedna cząstka materii – przyleciała z przestrzeni wszechświata, następnie druga, trzecia. te kawałki skał, docierając do Duszy Ziemi, zderzały się ze sobą. Przy zderzeniu zaczynały się topić i sklejać ze sobą nawzajem.

Tych cząstek materii przybywało ogrom.

Patrzyłem, co się wówczas działo z Duszą Ziemi. Ona bardzo cierpiała duchowo, te zderzenia materii w jej centrum bardzo ją bolały duchowo, ale też i fizycznie. Dusza zaczęła cierpieć. Schodziła bowiem powoli w materię.

Zobaczyłem, że narodziny Ziemi były bardzo podobne do narodzin człowieka na Ziemi – zejście Duszy człowieka w materię do ciała matki też jest dużym cierpieniem dla Duszy człowieka.

Potem zobaczyłem, jak te ciemne skały, przybywające w ogromnej ilości w stronę Duszy Ziemi, z czasem utworzyły naszą obecną, zieloną od lasów i niebieską od oceanów, planetę Ziemię.

Dusza Ziemi przestała już cierpieć, pogodziła się ze swoją rolą. Ziemia się już uformowała, więc ten bolesny etap dla Duszy Ziemi się zakończył.

Odtąd widziałem spokojną Duszę Ziemi, głęboko zanurzoną w sobie, w swojej nowej roli. BARDZO SPOKOJNĄ – TRWAJĄCĄ.

Zobaczyłem, że Dusza Ziemi wzięła na siebie zadanie, że tu, na Ziemi, będziemy musieli cierpieć. Tzn. będziemy musieli przejść przez jakieś etapy cierpienia, aby rozpoznać Prawdę. To jest taki plan, że na planecie Ziemia jest cierpienia – cierpienia, które jest tu wpisane. A cierpienia na Ziemi trzeba doświadczyć.

Nie chodzi o umartwianie się czy katowanie, ale rozwój polega na przejściu przez bolesne emocje, czasem i zdarzenia.

A Duszę Ziemi widzę teraz OGROMNIE SPOKOJNĄ. Ale nie wiem, czy Dusza Ziemi pamięta siebie sprzed momentu zejścia w materię. Gdyś w czasie tworzenia się fizycznej Ziemi, Dusza Ziemi mocno cierpiała, kuliła się od tych zderzeń materii w jej centrum, bolało ja to duchowo. I tak jak my w większości po porodzie, na skutek szoku zejścia w materię, zapominamy co było wcześniej, tak mogła Ziemia zapomnieć siebie prawdziwą. Ale tego nie wiem.

Natomiast wiem, że planem Duszy Ziemi jest przetwarzać i doświadczać cierpień, aby w jakiś sposób zrozumieć Prawdę. Taki tu czuję plan.

No i cały czas ten OLBRZYMI SPOKÓJ Duszy Ziemi. I takie OLBRZYMIE POGODZENIE SIĘ z rolą, w jakieś Dusza Ziemi jest obecnie.

Tak, to jest to słowo – POGODZENIE SIĘ. Jakby akceptacja tej sytuacji – jako części jakiegoś Planu.

POGODZENIE SIĘ.

Mi brakuje pogodzenia się – czy to z pobytem na Ziemi, czy z pobytem w takiej, a nie innej rodzinie, a takiej a nie innej pracy, w takim a nie innym kraju, wśród takich a nie innych znajomych, itp.

Brak u mnie pogodzenia się. Dlatego jestem na Ziemi. Aż się pogodzę z tym wszystkim. Aż to zintegruję w sobie, jako własne, jako część siebie.

Bo na razie cały czas walczyłem na Ziemi. Ze wszystkim. I również w obecnym wcieleniu prawie cały czas walczyłem ze wszystkim i buntowałem się.

* * *

POGODZENIE SIĘ…

 

 

 

Opublikowano Kryształy (kamienie półszlachetne), Poprzednie wcielenia | Dodaj komentarz