Witarianizm a DDA

Jestem już blisko 7 miesięcy na witarianizmie, czyli jem tylko surowe owoce i warzywa.

Przechodząc na witarianizm, myślałem, że ucieknę od mojego DDA. Że będzie już tylko super i fantastycznie. Że będę miał już tylko dobry humor i świetnie będę sobie radził wśród ludzi.

Tak jednak się nie stało.

Ale nie zrozum mnie, że witarianizm jest zły. Inaczej – on przyniósł w moim życiu pewne zmiany.

Przed witarianizmem byłem silnie odcięty od swoich emocji i uczuć, od wszelkich wspomnień z czasów dzieciństwa. Byłem silnie logiczny, praktyczny, mocno osadzony w moim umyśle. Wszelkie relacje z ludźmi były sztuczne. W zasadzie, moja świadomość w 100% była osadzona w umyśle.

Teraz, na witarianizmie, to wszystko się mocno zmieniło. Otóż moja świadomość w dużej mierze przesunęła się – pierwszy raz chyba od kilkudziesięciu lat –  z umysłu w stronę serca. A wraz z tym, pojawiła się na nowo moja wrażliwość, zacząłem czuć wiele swoich emocji i uczuć, i… zacząłem sobie przypominać wiele wspomnień z mojego dzieciństwa, ogólnie z mojej przeszłości. Wspomnień, których kompletnie nie pamiętałem, gdyż jak to DDA – byłem całkowicie odcięty od moich wspomnień, przeszłość była „zamrożona”.

I co ciekawe, te wspomnienia przypominałem sobie wraz z emocją czy uczuciem, jakie im towarzyszyło w tamtym momencie.

I właśnie przez powyższe odczuwanie emocji, uczuć, wspomnień, zacząłem czuć siebie. Zacząłem BYĆ W SOBIE. Pierwszy raz chyba od przykrych czasów dzieciństwa.

A jak zacząłem być w sobie, to „niestety”, odpadły wszelkie maski. Albo raczej wiele z nich. Przestałem być sztuczny, działający z umysłu człowiek-beton, a zacząłem działać więcej z serca, a więc zacząłem być wrażliwy, sobą. I już nie mogę udawać kogoś innego, więc ZNÓW, JAK W DZIECIŃSTWIE, jestem teraz na powrót nieśmiały, przestraszony, lekko odleciały. Przerastają mnie teraz proste rzeczy do zrobienia (umiem je nadal zrobić, ale pojawiło się – jak to u DDA – silne poczucie, że sobie nie poradzę, że to za trudne, że nie podołam).

I w tym sensie witarianizm okazał się dla mnie trudny. Miast ucieczki, spowodował, że MUSZĘ się ze sobą spotkać, że muszę się skonfrontować ze swoimi słabościami. Że muszę być wśród ludzi prawdziwy, zwykły, a nie, jak dotychczas – człowiekiem udającym silnego, twardego, świetnie sobie radzącego w życiu, przebojowego.

I wypłynęły na wierzch wszystkie moje cechy DDA, jakie mają dorosłe dzieci alkoholików (a jakie można znaleźć na stronach czy książkach o DDA).

JESTEM SOBĄ, a to NIE JEST ŁATWE. TO JEST BARDZO, ALE TO BARDZO TRUDNE.

Gotowane jedzenie powodowało, że mogłem się dzięki niemu odciąć skutecznie od moich odczuć, więc mogłem od nich UCIEC. Teraz nie mam jak uciec. Wszystkie drogi ucieczki się skończyły. Mogę jeść tonę surowych owoców czy warzyw, a i tak nie jestem w stanie „zajeść” swoich emocji. Emocje są, czuję siebie i tego już NIE JESTEM W STANIE ZMIENIĆ.

Ale tuż przed rozpoczęciem witarianizmu byłem już tak silnie odcięty od siebie, działający w pełni z umysłu, miałem już tak silnie napięty umysł od wielu, wielu lat, że chyba już bym zwariował. BO NIE DA SIĘ 40 LAT ŻYĆ ODCIĘTYM OD SIEBIE.

Teraz czuję błogość, bo czuję siebie.

Witarianizm spowodował również, że czas zwolnił, że umysł zanurzył się w swoistą, całodobową medytację. Czas płynie mi teraz coś jak dziecku – wolniej. Dni są pełniejsze, a nie takie płaskie, jak dotychczas.

A jak się tak ze sobą ześrodkowałem, to okazało się, że zniknęło to napięcie, które powodowało, że co weekend muszę gdzieś jechać koniecznie w góry na wycieczkę, aby zaznać jakiejść ucieczki, wolności. Teraz nie muszę tego robić. Bo okazuje się, że to dotychczasowe napięcie było podyktowane przez umysł. To umysł chciał gdzieś jechać, gdzieś uciekać, GDZIEŚ DALEKO SIEBIE ZNALEŹĆ.

A teraz, gdy jestem ze sobą, okazało się, że już nie mam gdzie jechać, gdzie uciekać. Gdyż JUŻ JESTEM ZE SOBĄ. A gdy witarianizm tak silnie przenosi człowieka ze sfery umysłu do sfery serca, uczuć, odczuć i emocji, to umysł traci trochę władzę i nie jest już w stanie tak mną miatać, abym gdzieś daleko jeździł, by odnaleźć siebie. Jego rola, rola umysłu, zaczęła się powoli kończyć.

Przy takim silnym ześrodkowaniu się w sobie okazuje się, że dalsza praca nad sobą będzie konieczna. I nie jakieś tam, broń Boże, afirmacje czy rozwój duchowy, ale zwykła psychoterapia. Bo emocje są tak już na wierzchu, że trzeba je wreszcie przeżyć do końca, omówić, być może wreszcie przepłakać (bo do tej pory na razie płakać jeszcze nie umiem).

Wiem jednak jedno – na witarianizmie NIE DA SIĘ UCIEĆ OD DDA. WRĘCZ ODWROTNIE – TRZEBA SIĘ SPOTKAĆ ZE SOBĄ. SOBĄ PRAWDZIWYM! Ale mam nadzieję, że to się będzie opłacać.

Dlatego ja idę dalej w witarianizm. A co będzie dalej, tego nie wiem. Ale może o tym napiszę za jakiś czas.

* * *

P.S.

Dodam jeszcze, że mam już pewne pozytywy na witarianizmie:

  • po kilkudziesięciu latach zniknęły mi wreszcie wszelkie egzemy skórne na dłoniach (a czasem moje dłonie wyglądały jak silnie poparzone),
  • zniknęły również liczne krostki na ramionach, które miałem również od kilkudziesięciu lat,
  • po kilkunastu latach zacząłem znów spać twardym, głębokim snem (dotychczas budziłem się w nocy co chwilę ze strachu i pełen napięcia, zwłaszcza w noce poprzedzające dni, w które miałem rano iść do pracy),
  • łatwiej mi się rozmawia z ludźmi (w sensie trochę łatwiej),
  • diametralnie poprawiła się moja relacja z moją żoną – teraz żyjemy prawie jak zdrowa, normalna rodzina. Aż jestem mile zaskoczony. Oczywiście, są słabsze dni, ale ja – dzięki temu odczuwaniu siebie, – może jakoś pogodziłem się z moim życiem, z żoną, jaką mam, z mieszkaniem, w którym mieszkam?
Reklamy
Opublikowano Witarianizm (Raw food) | Dodaj komentarz

Ostatnio ciągnie mnie do dębów

I to mocno.

Na witarianizmie nagle zaczęło mnie ciągnąć do dębów.

W obu parkach, jakie są w pobliżu mojego domu, rośnie wiele różnych drzew i przechodzę koło nich obojętnie.

Natomiast gdy przechodzę podczas spaceru w obu parkach koło potezniejszych dębów, czuję że muszę się zatrzymać i podejść do dębów. I tak jest ostatnio za kazdym razem.

Tak mnie ciągnie, że muszę podejść do dębu i się do niego przytulić. Trochę się wstydzę przechodzących ludzi, bo jak to – facet tuli się do drzewa? Ale coś mam ogromną potrzebę się do dębu zbliżyć. On wręcz do mnie „mówi”.

Od dębów – tych z grubszym konarem – czuję potężną, majestatyczną moc. Jest w nich jakaś potężna siła, którą na ten moment silnie potrzebuję. W sensie potrzebuję wsparcia ze strony dębu. A dęby mi to wsparcie udzielają. Dają mi wręcz OPARCIE.

Ciekawe, bo przed witarianizmem nic takiego nie czułem.

Teraz zaczynam rozumieć, dlaczego Słowianie, a w zasadzie prawidłowiej  – Sławianie, czcili dęby jako święte drzewa.

Ta siła dębów wynika również z ich majestatycznosci oraz z mądrości. One długo żyją, dużo „widziały”, więc mają duże „doświadczenie życiowe”.

Coś w tym jest. Na tą chwilę kontakt z dębami jest mi bardzo potrzebny. Muszę tylko znaleźć jakiś potężniejszy dąb w bardziej ustronnym miejscu, gdzieś poza moją miejscowością. Abym mógł się do niego na dłużej przytulić i zobaczyć na spokojnie, co dęby mają mi do przekazania. Bo na razie trochę się wstydzę przytulać do dębów w środku parku pełnym ludzi.

Opublikowano Przyroda | Dodaj komentarz

Zalety i wady witarianizmu

Za mną już 3 miesiące witarianizmu.

Od razu powiem, że nie jest to prosta dieta dla osoby, która miała już pewne problemy zdrowotne, oraz ciężki bagaż emocjonalny.

Nie jest to również łatwa dieta dla osoby w wieku 40 lat. Obserwuję, że 20-latkom łatwiej przejść na witarianizm, czy nawet frutarianizm, aniżeli osobie, która ma lat 2 razy więcej, a ponadto ma silne nawyki żywieniowe (mimo że przez 25 lat np. była już wegetarianinem).

Teraz, po tych 3 miesiącach wita, widzę wyraźnie, jak silnie uzależniają poniższe substancje:

  • cukier – jest w zasadzie w każdej przetworzonej potrawie oraz – co oczywiste – w słodyczach. Silny jak narkotyk.
  • sól – na razie z niej nie rezygnuję, ale również silnie uzależnia
  • nabiał: jogurty, masło, śmietana, a zwłaszcza ser żółty (np. smażony na pizzy czy zapiekance)  – uzależnienie jak od silnego narkotyku
  • gluten: pszenica, żyto, owies, jęczmień, i mąka z nich, czyli wszystkie chleby, bułki, chrupiące rogaliki, a także naleśniki, placki, ciasto na pierogi –  silnie zaklejają jelita, powodują narastanie grzybów, no i najważniejsze – silnie uzależniają
  • skrobie: zwłaszcza ziemniaki – silnie uzależniające. A są one ciekawe, że na surowo nikt by nie zjadł ziemniaka, a po ugotowaniu trucizna staje się „zdatna” do spożycia
  • smażone tłuszcze, a więc wszelkiego rodzaju smażone warzywa, ciasta, zapiekanki, pizze, frytki.
  • mięso zwierząt, w tym mięso ryb – tego uzależnienia nie mam od 25 lat, gdyż tyle już nie jem mięsa. Ale też nigdy nie byłem uzależniony od mięsa, gdyż go nie cierpiałem jeść, więc trudno mi się wypowiadać odnośnie jego działania uzależniającego. Ale ponoć również mocno uzależnia.

Dla mnie na tą chwilę tłuszcz smażony to największe uzależnienie. Jak łatwo pozbyłem się wszystkich powyższych uzależnień na witarianizmie, tak wyrwać się z uzależnienia od tłuszczów smażonych jest dla mnie naprawdę ciężko. Dlatego średnio raz w tygodniu zjem jeszcze jakieś smażone warzywa z gotowanym ryżem. Bo nie jest tak łatwo przejść na wita z dnia na dzień. To jest PROCES, jak to ktoś ładnie powiedział. Ktoś może więc przejść na pełny witarianizm już od dzisiejszego dnia, a innemu (i tak jest raczej najczęściej) przejście może zająć kilka miesięcy lub nawet kilka-kilkanaście lat.

Dlatego nie ma co robić coś na siłę.

A oto lista zalet i wad witarianizmu, jakie na moim przykładzie udało mi się zaobserwować przez te 3 miesiące:

  1. Sfera fizyczna:
  • zalety:

ustąpienie krostek (syfków) na ciele

całkowite wycofanie egzemy skórnej z dłoni – a miałem ją od urodzenia: duże rany na dłoniach, sączenie się płynu surowiczego, bolesne pęknięcia naskórka

przestał mi śmierdzieć pot pod pachami, a ponadto mniej się pocę (do tej pory miałem silne skłonności do pocenia się, w tym pod pachami)

  • wady:

jest mi potwornie zimno, zwłaszcza w mroźny dzień. Wcześniej łączyłem to ściśle ze słabo działającym organizmem, ale teraz widzę, że silne zimno to oznaka silnego strachu. Silny strach i lęk powoduje ściśnięcie ciała i jego energii, i wówczas pojawia się skrajne, przeszywające całe ciało, zimno.

mam słabe ciało. Owszem, ćwiczę codziennie i staram się chodzić na spacery (po 4-6 km szybkim krokiem), ale muszę się do tego mobilizować. Najchętniej bym się nie ruszał. Ale widzę, że taką słabość fizyczną mam od dzieciństwa.

jestem głodny. Jem dużo sałatek warzywnych, aby się najeść, ale i tak często jestem głodny. Nie pomają również zioła, jakie piję na nerki, wątrobę czy przemianę materii.

schudłem 18 kg. Przy wzroście około 188 cm zeszczuplalem z 94 kg do 76. To trochę za dużo i wyglądam teraz trochę jak szkielet.

2. Sfera emocjonalna:

  • zalety:

mam silny kontakt ze swoim wnętrzem. Jak do tej pory żyłem całkowicie odcięty od swojego wnętrza (okazało się, że to odcięcie siebie od mojego wnętrza powodowało właśnie jedzenie przetworzonego jedzenia), tak teraz mam dobry kontakt ze swoim wnętrzem. Teraz widzę, że gotowane/smażone jedzenie bardzo silnie odcinało mnie od siebie, od swojego wnętrza i od swoich emocji. Przez to cały czas żyłem obok siebie. Natomiast na wita jestem głęboko w sobie, nie udaje już mi się uciec od siebie, zwłaszcza w trudnych emocjonalnie lub psychicznie sytuacjach w pracy. Widzę, że jadłem gotowane i smażone posiłki dlatego, aby stłumić i odciąć się od swojego (emocjonalnego) wnętrza.

łatwo mi się teraz rozmawia z ludźmi – wcześniej, na gotowanym i smażonym jedzeniu, miałem mniej energii, przez co byłem odcięty od swojego wnętrza, a przez to z kolei – odcięty i sztuczny w relacjach z ludźmi. Teraz łatwiej mi się rozmawia, chociaż na wierzch wypłynęła wielka nieśmiałość do ludzi (którą miałem od urodzenia, tylko z czasem stłumiłem).

  • wady:

emocje są na wierzchu. Tak, wreszcie mam chociaż jakiś kontakt ze swoimi emocjami. Ale na wita wychodzą bardzo silne emocje, które człowiek przez całe swoje życie stłumił. Wychodzi nieśmiałość, autodestrukcja, nienawiść do siebie, chęć ucieczki od świata, złość i przede wszystkim strach. Nie jest to łatwe i sam do końca nie wiem, jak sobie z tym radzić. Staram się głęboko wchodzić w te emocje, aby je przeżyć do końca i by one wówczas puściły, ale coś mi się to nie udaje.

jestem rozdrażniony – pewnie z kilku powodów po trochu: głód, detoksykacja (i wówczas autoksykacja) i kontakt ze swoimi niechcianymi emocjami

3. Sfera psychiczna:

  • zalety:

luz w głowie

głęboki sen – wysypianie się

przypomina mi się moje dzieciństwo i czas młodzieńczy, których do tej pory zupełnie nie pamiętałem – byłem od nich całkowicie odcięty

bystry umysł – w pracy przez cały dzień jestem skoncentrowany, a wcześniej w połowie dnia umysł zaczynał zasypiać i tracić wszelką koncentrację

czas wolniej płynie – do tej pory czas szybko mi płynął, a ostatnie lata, gdy moja nerwica osiągnęła już apogeum, dzień za dniem i weekend za weekendem znikały mi błyskawicznie. Teraz znowu doba trwa dłużej – coś jak dziecku w dzieciństwie.

  • wady:

jestem odleciały od rzeczywistości. W sumie u mnie to nic nowego, ale teraz na wita tracę wszelkie zainteresowanie światem zewnętrznym i jestem na czymś w rodzaju lekkiego haju. Niektórzy to nazywają hajem owocowym. Coś jakbym był cały czas lekko ujarany marihuaną. Przynajmniej tak to kojarzę z moimi eksperymentami z czasów młodzieńczych. Może też być tak, że ten stan haju spowodowany jest silną detoksykacją organizmu i jego oczyszczaniem się podczas witarianizmu – być może z mózgu uwalniają się trucizny po wielu używkach, jakie zażywałem w latach młodzieńczych?

odcinam się od świata i świat mi obojętnieje – opis jak wyżej, ale dodam, że tracę zainteresowanie pracą zarobkową. Nawet mam zakusy, aby zostać bezdomnym, A TO JUŻ NIEDOBRZE!

zaniki pamięci bieżącej – na razie zacząłem zapominać podstawowe fakty z dnia codziennego, czego przed wita nie miałem. To też mnie martwi.

x x x

Na zakończenie dodam, że jak wspomniałem powyżej, cały czas ssie mnie na jedzenie smażone. Ale jak już ulegnę pokusie umysłu i zjem to smażone, to wcale nie czuję się lepiej. Nic mi to nie daje – czuję się nadal źle emocjonalnie, jak się czułem. To jest tylko chęć ucieczki od emocji i strachu w smażone jedzenie.

I jeszcze słowo na drogę – będę kontynuował witarianizm, gdyż chciałbym dojść do momentu, gdy będę miał full energii w ciele, jak to opisuje wielu witarian/frutarian. Marzy mi się to. 🙂

 

 

Opublikowano Witarianizm (Raw food) | Otagowano , | 12 Komentarzy

Dzisiaj właśnie kończę…

…20. dzień na pełnym witarianizmie.

Zaczynam się czuć coraz lepiej.

Już prawie w ogóle nie jest mi zimno. Zaczyna być mi ciepło.

Mam jeszcze kryzysy, ale miska warzyw stawia mnie na nogi.

Mam lepszy humor, chociaż daleko mi do ideału.

Głód się powoli uspokaja.

Witarianizm mnie wciąga. Chcę dalej iść tą drogą.

Zobaczymy, co będzie dalej.

Ale po obejrzeniu poniższego filmu, czuję się bardzo podbudowany.

Okazuje się bowiem, że dieta wita leczy cukrzycę 2. typu, niektóre przypadki cukrzycy 1. typu, naprawia trzustke i reguluje poziom cukru we krwi.

Ale o tym już w poniższym filmie. Polecam 🙂

 

 

 

Opublikowano Witarianizm (Raw food) | Dodaj komentarz

Za mną już 10 dni na…

…pełnym witarianizmie weganskim.

Co obserwuję:

Jest mi potwornie zimno

Jestem słaby

Ledwo chodzę

Mam silny kontakt ze swoim wnętrzem

Emocje są na wierzchu

Wczoraj płakałem pod prysznicem z tęsknoty za Swiatlem/Bogiem/Miłością, i z tęsknoty za sobą

Plakalem i integrowalem pod pryszcicem swoje osobowości złodzieja, mordercy, gwałciciela, władcy ciemności, zboczenca, małego wrażliwego dziecka i młodzieńca, którymi byłem w tym lub poprzednich wcieleniach, a które to części mnie całkowicie od siebie wyparlem. Wylem z bólu emocjonalnego i integrowalem te wyparte części ze sobą.

Jestem odleciały od rzeczywistości

Jestem rozdrazniony

Jestem głodny

Mam wiele kryzysów

Odcinam się od świata

Świat mi obojetnieje

× × ×

Dzisiaj poczytałem sobie, że w zasadzie prawie wszystkie powyższe objawy to objawy, zachodzącego we mnie pod wpływem surowych owoców i warzyw, detoksu ciała. Duże ilości toksyn są uwalniane z organizmu przez wątrobę i nerki, część jest wydalana z organizmu, ale część po nim ponownie krąży. I że mam to przeczekać.

I jeszcze link do filmu w tej sprawie:

Opublikowano Witarianizm (Raw food) | Dodaj komentarz

Święto zmarłych

Kilak dni po święcie zmarłych, pojechaliśmy z rodziną na groby bliskich mojej żony – synka kuzynki żony, który zmarł kilka lat temu w wieku 12 lat, oraz synka matki tej kuzynki, który po kilku miesiącach życia, zmarł w latach 70. ubiegłego wieku.

Byłem wówczas kilka dni na witarianizmie roślinnym, więc byłem o wiele wrażliwszy, niż na codzień.

Stojąc nad pierwszym grobem, zapytałem najpierw Duszę zmarłego synka kuzynki mojej żony – co z nim, gdzie jest? Odpowiedział mi, że już się wcielił jako dziecko w jakiejś rodzinie.

Jeszcze pamiętał o swojej nagłej śmierci, ale już był wcielony w innym ciele. Powiedziałem więc żonie, że Duszy zmarłego synka jej kuzynki już przy grobie nie ma.

Potem podeszliśmy do zmarłego synka mamy kuzynki mojej żony, czyli braciszka kuzynki mojej żony. Ten chłopczyk żył tylko kilka miesięcy po urodzeniu i zmarł w latach 70. ubiegłego wieku.

Jego Duszę też zapytałem o to samo. Dusza była trochę zaskoczona, że jej przypominam o tym krótkim wcieleniu. Ale odpowiedziała mi, że ona już dawno zapomniała o tym wcieleniu, ma teraz swoje, dojrzałe, dorosłe życie. Ta Dusza już w ogóle nie tęskniła za tym krótkim wcieleniem. Czas zrobił swoje.

Tej Duszy, oczywiście już od dawna, również już nie było przy własnym grobie.

Opublikowano Witarianizm (Raw food) | Dodaj komentarz

„Zaślubiny” z siłami ciemności

Myjąc kwarc dymny oraz krzemień pasiasty – oba kamienie, będące odmianą SiO2 – a strasznie się wówczas bałem, zobaczyłem scenę, gdy byłem uwięziony w głębokich lochach zamku średniowiecznego, odcięty od świata i światła słonecznego, w ciemnym lochu gdzieś w kazamatach zamkowych.

Bałem się wówczas strasznie, a brak najmniejszego promienia słonecznego powodował, że uwierzyłem, iż teraz panuje już tylko ciemność. Bałem się, co będzie ze mną dalej, byłem tak zdesperowany i wystraszony, że zaczęły krążyć wokół mnie siły ciemności.

Uległem im.

Poprosiłem je o pomoc i z desperacji oddałem siebie całego we władanie sił ciemności. ALE TO BYŁ MÓJ WYBÓR – siły ciemności nie miały takiej siły, by mną zawładnąć same. One mnie mogły kusić, zabiegać o mnie, pokazywać mi, co osiągnę, gdy z nimi zawrę pakt, ale NIE MOGŁY SAME ZAWŁADNĄĆ MNĄ. Potrzebowały MOJEJ ZGODY.

I zgodziłem się. I zawładnęły mną. I poszedłem w ciemność w tych ciemnych zamkowych lochach bez nadziei w lepszą przyszłość.

Przypomniałem sobie to zdarzenie, odkaszlałem to mocno, cały czas myjąc oba kamienie, i puściłem te siły ciemności. Tamten mój PAKT z siłami ciemności stał się nie ważny, został ANULOWANY. I znów zobaczyłem, że potrzebna byłą MOJA DECYZJA.

Ja ANULOWAŁEM pakt z siłami ciemności, więc siły ciemności musiały odejść.

To było ważne wspomnienie, gdyż dotarłem do punktu inicjalnego, gdy siły ciemności mną zawładnęły.

Zobaczyłem, że potrzebne są 2 czynniki:

  • pierwszy, „przygotowujący” człowieka – przebywanie w skrajnie trudnych dla człowieka warunkach, wręcz beznadziejnych, gdy nawet grozi śmierć. Wówczas, gdy człowiek straci NADZIEJĘ i nie odwoła się DO SIŁ ŚWIATŁA, zaczyna się poddawać. A jak się poddaje, przychodzi rezygnacja, i stąd już 1 krok do:
  • poddania się siłom ciemności. Ale poddanie się ZAWSZE następuje tylko i wyłącznie na skutek WŁASNEJ DECYZJI, WŁASNEJ ZGODY I WŁASNEGO PRZYZWOLENIA. Siły ciemności nie mają takiej mocy, by same kimś zawładnąć.

Przynajmniej tak to zobaczyłem na własnym przykładzie.

 

Opublikowano Poprzednie wcielenia | Otagowano , | Dodaj komentarz