Już wiem, dlaczego tak panicznie się boję

Ja się po prostu panicznie boję gadów, jaszczurow, krokodyli i reptilian. Przybyszy z Oriona.

Obejrzałem cały ten film i sam sobie przypomniałem wiele rzeczy. Odwazylem się odbyć podróż na Oriona, gdzie jaszczury byly zdziwione, że wśród nich pojawił się człowiek.

Odważny człowiek.

 

 

https://swiatducha.wordpress.com/2017/11/16/dziela-nas-i-rzadza/

Reklamy
Opublikowano Poprzednie wcielenia, Strach, nerwica i depresja oraz DDA | Dodaj komentarz

Witarianizm wbija mnie w medytację

Spróbowałem witarianizmu (Raw food).

Od 25 lat jestem wegetarianinem. Ostatnie kilka lat – prawie weganinem.

Ostatnio dowiedziałem się o witarianizmie weganskim – spożywanie tylko surowych owoców, warzyw, orzechów i grzybów. Z dużą przewagą owoców. Słodkich, soczystych owoców.

Do tej pory mało jadłem nieprzetworzonego jedzenia. Wszystko gotowane i smażone, oraz dużo słodyczy. Te ostatnie najtrudniej było mi odstawic. Słodycze to był mój nałóg na stres. Ale jakoś zamieniłem je na słodkie owoce.

Aż spróbowałem być cały tydzień na witarianizmie weganskim. Było ciężko, ale się udało.

Wiele osób witarian, zwłaszcza młodych wiekiem, promuje w Polsce jedzenie dla mnie obcych owocow: mango, figi, melony, granaty. Mi to jakoś nie pasowało. W zasadzie oprócz bananów, na witarianizmie pasowały mi owoce, jakich smak znałem od urodzenia. Więc z owocow jadłem jablka, śliwki i winogron.

Do tego warzywa, które uwielbiam – pomidory z solą.

W myśl maksymy, w którą w pełni wierzę – jedz lokalne, a więc w Polsce jem polskie owoce i warzywa.

Ktoś napisał, że melony czy arbuzy mają w sobie dużo słońca. Dużo tropikanego słońca, które tam świeci caly rok.

Ale ja czuję, że to właśnie polskie jabłka czy śliwki, z racji tego, że u nas jest tak mało słońca, mają jego tonę, gdyż muszą go pobrać maksymalną ilość w krótkim czasie dojrzewania, a tym samym – mają nam pomóc przetrwać ciemną jesień i zimną zimę. Tak to czuję. I jest to dla mnie logiczne. No i mój żołądek czuję się dobrze, jedząc smaki, które znam od dziecka.

Ten tydzień witarianizmu wbił mnie w głęboką medytację 24-godzinną. Odpadły ode mnie wszystkie moje maski. Byłem w szoku, że mam tych masek chyba tysiące. W tym tygodniu byłem sam ze sobą – nagi psychicznie i emocjonalnie. Wycofany ze świata zewnętrznego do wewnętrznego. Moje ego rozpadło się na jakiś czas. Byłem w szoku, że na zwykłej dziecie przetworzonej tak daleko oddalilem się od siebie.

To maksymalne zbliżenie się do siebie spowodowało, że czułem siebie całym sobą. Ale skoro odpadły wszystkie maski, byłem sobą, a więc prawdziwy –  wrażliwy, nieśmiały, wycofany, nie czujacy materii, gdzieś w świecie duchowym, nie zainteresowany materią, bojacy się odezwać do ludzi.

Ale za to uplyw czasu się mocno spowolnil – dzień przestał tak szybko znikać jak przy mojej codziennej nerwicy. Ba! Nerwica gdzieś się wycofała. Pojawił się momentami d9bey humor. I mimo tej nieśmiałości do ludzi, zacząłem czuć się dobrze wśród ludzi (bo na codzień źle się czuję), i zachciało mi sie z nimi rozmawiać,  nawet z obcymi (bo na codzień nudzi mnie rozmowa z ludźmi). Pojawił się również spokój, a skoro minęła nerwica, dzięki której musiałem wykonywać w życiu wiele czynności i obowiązków, wyluzowalem się. I zobaczyłem, że na codzień to moja nerwica mobilizowala mnie np. do pracy. A jak się pojawił luz, to wiele rzeczy mi się odechciało.

Ale to z kolei przeszkadza mi w pracy zawodowej. Nieśmiałość wycofuje mnie od ludzi, nie chce się odezwać do pracowników, a wręcz ich unikam, a luz powoduje, że część zadań chciałem olac. Ale jakbym olal, to – przynajmniej tak mi się wydaje – zadania nie byłyby zrobione, więc by mnie zwolniono z pracy. Więc sobie na to w pracy nie pozwolilem.

Ktoś mądrze napisał, że witarianizm jest trudny, gdyż spożywanie surowych owoców i warzyw spotyka nas ze sobą, i wówczas trzeba przepracować wszystkie swoje traumy. POTWIERDZAM.

Dużo witarian mówi też, ale głownie o 20 lat ode mnie młodszych, że często już od pierwszych dni witarianizmu otrzymują olbrzymi power, rozsadza ich energia do działania. Śpią po 3-4 godziny.

Ja tak nie miałem. Przez ten tydzień opadłem z sił, zrobilem się słaby. Ktoś mi powiedział, że to przejdzie po miesiącu,  po kilku miesiącach. Ale ja tyle nie mogłem czekać. Przecież bym nie wstał do pracy.

Zacząłem słabiej widzieć, a przecież i tak od wielu lat noszę okulary, a ten stan medytacji to zdiagnozowalem jako bardziej stan nieprzytomności. Coś.jak za młodu palilem przez kilka lat codziennie trawkę i nie wiedziałem, co się dzieje.

A więc to był głęboki pobyt w świecie duchowym, ale całkowicie nieprzytomnym.

Dopiero po zjedzeniu po tygodniu gotowanego i smazonego posiłku wege, wróciła mi pamięć, wróciła mi trzeźwość myślenia i logicznej dedukcji, i wreszcie mogłem zapanować nad wieloma sprawami na moim stanowisku w pracy. No i wróciła energia.

Z tą energią to rzeczywiście dziwne. Ktoś znowu ładnie napisał, że na witarianizmie energia nie idzie na trawienie, bo trawienie surowych owoców czy warzyw jest bardzo proste dla organizmu, więc te olbrzymie rezerwy, zaoszczedzonej w ten sposób energii, idzie w ciało, idzie w umysł, stąd wywala na wierzch wszystkie nasze traumy, wszystkie nasze kompleksy, które trzeba wówczas uzdrowić. Ale ja nie dałem rady temu mnie prawdziwemu, jakiego znam od dzieciństwa – zaleknionemu chłopcu, nieśmiałemu, mocno nieprzytomnemu,  wycofanemu ze świata ludzi, wycofanemu z materii w świat duchowy, wrażliwemu.

Bo na witarianizmie np. byłem bardzo uwrazliwiony na kolory – silnie widzialem ich intensywnosc. Cos, jak pamietam z czasow, gdy bylem zacpany – wówczas kolory były niezwykle intensywne.

Ale tej energii, o której mówi nawet witarianin Lenny Kravic, nie miałem. Wręcz odwrotnie – opadłem z sil.

Ale uświadomilo mi to, jak bardzo przez 40 lat mojego życia odszedłem od naturalnego sposobu żywienia (surowego, a więc zasadowego, jeśli chodzi o odczyn, czyli zdrowego dla nas), na rzecz gotowanego, smażonego i przetworzonego, jak np. ciasta czy słodycze (a więc wybitnie kwaśnego,  czyli skrajnie niezdrowego dla nas).

W książce o surowej diecie wyczytałem,  że żyjące w nas w środowisku kwaśnym drobnoustroje i grzyby nie chcą nas puścić, abyśmy przeszli na zdrowe środowisko zasadowych surowych owoców i warzyw, tylko steruja naszym ciałem i mózgiem, aby środowisko w nas było nadal kwaśne. Aby te grzyby i drobnoustroje nie wymarly. Czuję że tak w moim przypadku jest. Chyba mam skrajnie silnie kwaśne środowisko, do którego przyzwyczaiłem się od 40 lat, niszcząc siebie w ten sposób, że teraz ciężko mi jest zjeść większą ilość surowych owoców czy warzyw.

No i widzę, jak wiele przetworzonego jedzenia nas wprost uzależnia. Jak narkotyk. Jak ciężko wówczas wytrwać na diecie surowej wegańskiej.

x x x

Co dalej?

Robię sobie witarianskie weekendy, kiedy nie idę do pracy, lub połowy dnia w tygodniu. Uspokaja mnie to, ale za razem za bardzo odrywa mnie od rzeczywistości.

Bo to jest chyba ten mój egzystencjonalny strach – czy ja przetrwam bez jedzenia? Mój umysł nie odbiera bowiem surowych owoców i warzyw jako jedzenie. A przecież jest to to samo jedzenie, tylko np. nie ugotowane, nie usmażone czy nie przetworzone. Mój umysł się boi, że umrę. Dlatego na witarianizmie jest taki świetny kontakt ze swoim wnętrzem. Bo to jest przeżycie egzystencjalne. Dosłowne przetrwanie. Tak wydaje się umysłowi.

Acha. I na witarianizmie nie jestem taki wesoły, opanowany i wyluzowany w pracy, jak na codzień. Wiele rzeczy mnie drażni, brak mi cierpliwości, jestem opryskliwy. To wszystko szybko mija, gdy zjem gotowany obiad w pracy.

To chyba na razie tyle z moich obserwacji na witarianizmie. Boję się siebie prawdziwego na witarianizmie.  Boję się prawdziwego życia wśród ludzi i prawdziwych relacji z nimi na witarianizmie.

Opublikowano Witarianizm (Raw food) | Dodaj komentarz

Kundalini joga – prądy podczas ćwiczeń

Ostatnio trochę się przestraszyłem, gdyż uświadomiłem sobie, że odczuwam czasem silne prądy w rękach podczas ćwiczeń poniższych 5 rytuałów tybetańskich.

To dziwne, bo nie mogę nic nie ćwiczyć. Jestem facetem i potrzebuję ruchu, po drugie – prowadzę siedzący tryb życia i muszę ćwiczyć swój kręgosłup.

Po trzecie – 5 rytuałów tybetańskich, które zajmuje 5-6 minut, czy 10 dynamicznych ćwiczeń z kundalini jogi (w zasadzie z tego samego rodzaju, co ćwiczenia tybetańskie), które zajmuje jakieś 10 minut, nie jest przesadzaniem w ilości takich ćwiczeń. Niektórzy nawiedzeni sam oddech ognia potrafią ćwiczyć przez pół godziny.

A mimo to, ostatnio już kilka razy poczułem BARDZO NIEPRZYJEMNE prądy wzdłuż całej ręki (głównie nad i pod łokciem). A poczytałem, że te prądy występują u osób, które obudziły w sobie energię kundalini.

Dlatego trochę się boję, gdyż nie chciałbym sobie obudzić energii kundalini, gdyż przy moim stanie emocjonalnym i psychicznym, i bardzo ciężkich obciążeniach z poprzednich wcieleń, doprowadziłoby mnie to pewnie do szaleństwa (do obłędu i postradania zmysłów).

 

Opublikowano Kundalini joga, hatha joga | Otagowano | 2 Komentarze

Bliźniak + trójka

Ktoś mi powiedział (i niestety, chyba mądrze – w sensie, że chyba ma rację), że na to wcielenie wybrałem sobie podobno najfatalnieszy znak zodiaku – BLIŹNIĘTA.

Bo nie wiadomo, kim jestem, sam nie wiem, kim jestem, jest mnie wielu. Sam nawet ostatnio zobaczyłem, że ja jednocześnie chcę być trochę święty, trochę rozwijający się, trochę księdzem, ale trochę w piekle, trochę pouprawiać seks z satanistkami/narkomankami, trochę być w świecie obecnym.

Zobaczyłem, że to wszystko trzymam, bo żal mi tego wszystkiego utracić. Dlatego stoję gdzieś w środku i nie mam wystarczającej determinacji, aby ruszyć zdecydowanie w jednym kierunku – w stronę podnoszenia swoich wibracji. A to chyba wszystko z tego, że w przeciwieństwie do Dusz Starych, jako Dusza Średnia (trochę już na pograniczu z Duszą Starą), za mało – zdaniem mojej Duszy (?) – doświadczyłem w życiu na Ziemi. Tu jest tyle jeszcze ciekawych doznań/sytuacji do doświadczenia (niekoniecznie zbliżających mnie do Boga), aby to wszystko teraz rzucać i tracić, by zatapiać się w Świetle.

Po drugie, jestem NUMEROLOGICZNĄ 3. A więc też słaba liczba, chociaż pocieszyła mnie ta osoba, że jak na Bliźniaka, to i tak wybrałem sobie dosyć dobrą liczbę.

Ale zestaw Bliźniak + 3 oznacza, że w obecnym wcieleniu nie zrobię żadnych spektakularnych postępów. Że postępy moje będą na miarę ziemskiej odwagi, a nie odwagi duchowej (której trzeba o wiele więcej, aniżeli ziemskiej, by dokonać w sobie zmian).

Podobno w tym życiu mam sobie w ogóle poukładać zwykłe, codzienne życie w głowie. Bo po takim rozpiździelu, jaki miałem w swoim umyśle od ostatnich (prawdopodobnie) kilkuset wcieleń, nie poradziłbym sobie z rozwojem duchowym w obecnym wcieleniu. Ja w poprzednich wcieleniach w ogóle nie miałem swojej osobowości (bo albo była rozwalona na strzępy przez Atlantów, albo zniszczona w piekle, gdy w nim przebywałem), abym to teraz tak szybko poskładał do kupy.

Ale to słowa osoby z boku.

A może ktoś z Was przesłałby mi jakiś krótki opis w komentarzu dla Bliźniaka trójki? Byłbym wdzięczny za jakiś inny punkt widzenia.

 

Opublikowano Ja i moje codzienne życie, Rozwój Duchowy | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Seks – cz. 2

Że mi się dzisiaj „zachciało”, zacząłem badać ten mój seks.

Wziąłem kamień i zacząłem go myć w wodzie.

Najpierw chciałem zobaczyć, dlaczego moja żona jest taka nie świadowama, taka bez swojego zdania, bez refleksyjna – jakby ktoś nią cały czas zarządzał.

Po rozmowie z jej duszą, dowiedziałem się, że ona musi wykonywać wszystkie rozkazy swojej mamy (a mojej teściowej).

Po rozmowie z duszą teściowej zobaczyłem, że ta narzuca mojej żonie stary układ: teściowa była dosyć wredną siostrą przełożoną w klasztorze, a moja żona była wtedy pokorną zakonnicą, która wierzyła w Jezusa. Ale uwierzyła, że Jezus narzuca swoim przykładem również to, że trzeba godnie znosić cierpienie, toteż posłusznie i potulnie znosiła żywot nałożony jej przez ówczesną przełożoną klasztoru, a obecną moją teściową. Moja żona była wtedy ślepa, posłusznie realizowała chore polecenia przełożonej z klasztoru. I taka moja żona jest i dziś. Ślepo realizuje cele, nałożone jej przez swoją mamę (moją teściową) – rodzina, godne wychowanie dziecka, ale i… zero seksu. BO NIE MOŻE BYĆ DOBRZE – tego zabronił kościół (czytaj: ponoć Jezus).

Tak, teściowa wieki temu zabroniła mojej żonie seksu. Wtedy, w klasztorze, nikt nie chciał tej przełożonej, żaden mężczyzna, to swoje frustracje przeniosła teściowa wtedy m.in. na moją żonę.

Co ciekawe, myjąc kamień dalej, zobaczyłem, że oprócz teściowej, obecnie strażnikuje mi mocno w sferze seksu również siostra mojej teściowej, a ciotka mojej żony. Zobaczyłem, jak mi cały czas (obie: teściowa i jej siostra) majstrują przy mojej czakrze seksu. Notabene osoby, które w niektórych wcieleniach były istnymi rozpustnicami seksualnymi.

Coś może udało mi się z tego uwolnić, ale nie wiem ile.

* * *

Badając temat seksu zobaczyłem, że ja bardzo pragnę seksu, ale silniejsze we mnie jest przekonanie, że SEKS JEST BRUDNY.

Znowu przypomniałem sobie wcielenie, gdy mój obecny ojciec gwałcił mnie wielokrotnie, jako prostytutkę.

Do mnie, jako ówczesnej prostytutki, przychodziło również wiele osób, które w obecnym wcieleniu byli na moim rodzinnym podwórku chłopakami, którzy mi dokuczali fizycznie, a ja się ich obecnie bardzo bałem. A wtedy mnie gwałcili.

Dlatego seks jest dla mnie brudny i nie chcę go uprawiać.

Zobaczyłem również, że pod blokowanie mojego seksu jest podłączona moja mama, która w poprzednich wcieleniach była m.in. niezłą prostytutką i puszczała się na lewo i prawo, a w obecnym wcieleniu postanowiła mnie pilnować, abym nie grzeszył. Zobaczyłem, jak przez pierwszych 30 lat mojego życia dosłownie zabraniała mi seksu – takim była moim ukrytym strażnikiem.

Z kolei ojciec, domową przemocą (gwałty na mojej mamie w obecnym wcieleniu), całkowicie obrzydził mi seks, jeśli dołożę do tego powyższe wspomnienie z wcielenia, gdy mnie gwałcił wielokrotnie jako prostytutkę.

Niezła kicha.

Niektóre sceny, jak np. ojca gwałcącego mnie jako prostytutkę, przypominam sobie po raz kolejny, ale dalej nie mam kontaktu z tamtymi emocjami, więc nie umiem przeżyć ich do końca. Więc pewnie są nadal nie uzdrowione.

Bo przypominam sobie sceny, co się działo, ale emocji w tym raczej nie ma. Zostały gdzieś silnie stłumione – nie mam z nimi kontaktu i nie wiem jak się do nich dostać.

W sumie w obecnym wcieleniu chyba nie przeżyłem DO KOŃCA ani jednej emocji, to chyba trudno, abym miał siłę, aby przeżyć do końca, może trudniejsze, emocje z poprzednich wcieleń.

I tak się kręcę w kółko…

 

Opublikowano Poprzednie wcielenia, Seks | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Seks

Mój seks został całkowicie stłumiony.

Po kilku wizytach u prostytutek kilka lat temu, a następnie po 1,5 rocznej terapii u psychologa dla osób, stosujących przemoc w rodzinie, mój seks został całkowicie stłumiony.

Zdarzało nam się uprawiać seks z żoną po tej terapii, ale ja się wycofałem całkowicie. Żony nie zmienię, mnie oziębłość żony też zniechęciła całkowicie, a po drugie – boję się nawet tracić energię przez stosunek płciowy, gdyż wtedy moja osobowość się rozpada – staję się martwy bez energii.

A tak, mając w sobie chociaż trochę „zaoszczędzonej” energii (chociaż i tak mój poziom energetyczny jest dużo niższy od przeciętnego, zdrowego człowieka), czuję jakąś większą głębię siebie, mogę być bardziej ludzki w pracy, czuć jakoś siebie. Być może przez to jestem trochę sztucznym człowiekiem, ale wydaje mi się, że miej sztuczny, niż wypruty z energii seksualnej.

 

Opublikowano Seks | Otagowano | Dodaj komentarz

Bóg… astralny

Dzisiaj, myjąc kamień, próbowałem zobaczyć, gdzie/kim jest Bóg?

Nie modlę się do Boga, gdyż źle się po tym czuję. A po drugie – nie czuję Boga.

Dziś jednak pozwoliłem sobie skierować swoją uwagę na Boga.

Przeraziłem się lekko tym, co zobaczyłem. Bo zawsze mnie dziwiło, dlaczego modląc się do Boga, zmierzam w kierunku ciemności?

Zobaczyłem boga, do którego się modliłem – chyba od wieków się do niego modliłem. Był straszny, brzydki, coś jak robal lub jaszczur. Był to Jahwe. Tak, modliłem się do boga Jahwe. Dlatego zaniżałem sobie od wieków swoje wibracje.

Na dodatek, ten Jahwe był tak wielki i ciemny, że przesłaniał cały mój widnokrąg w moim wewnętrznym wszechświecie. To znaczy, gdy patrzę w górę duchowego świata, to nie widzę światła, tylko ciemny widnokrąg. Nade mną i z każdej strony jest ciemna, czarna kopuła. Nie ma w niej światła. Jest tylko u góry ten jaszczur Jahwe.

Próbowałem go wciągnąć do kwarcu dymnego, ale chyba na niewiele się to zdało.

Próbowałem również ten cały mój sztuczny, czarny wszechświat wciągnąć do kwarcu dymnego, aby go rozpuścić (chociaż trochę rozpuścić), ale też się to nie za bardzo udało. Pojawiła się może drobna szczelinka światła gdzieś wysoko na tej czarnej kopule, ale ona na razie jest dla mnie niedostępna.

Gdy trochę Jahwe wciągnąłem do kwarcu dymnego, zobaczyłem, że koło niego, również w tej czarnej kopule – moim czarnym wszechświecie bez wyjścia, królują – jako bogowie – wysocy hierarchowie kościoła katolickiego.

I uświadomiłem sobie, że pewnie od czasów średniowiecza, a może i grubo przed Jezusem, swoje modlitwy i prośby – obecnie nieświadomie – wnoszę do czarnego Jahwe i do czarnych hierarchów kościoła.

Musiałem zostać tysiące lat temu zamknięty w dziwnym czarnym wszechświecie, z którego nie ma żadnego wyjścia, gdzie nie ma perspektyw, gdzie jest tylko mrok, gdzie króluje Jahwe i gdzie, niestety, NIE MA BOGA PRAWDZIWEGO.

Nie wiem, jak się stąd wydostać.

Do chyba dlatego, jak zaczynałem się zajmować się rozwojem duchowym, jak na przykład w moim obecnym wcieleniu, to zaczynałem iść od razu w dół, w ciemność, wszystko zaczynało mi się sypać, łącznie z pracą, którą traciłem.

Ja się dlatego tak bardzo boję rozwoju duchowego, bo boję się TAKIEGO rozwoju duchowego. A innego nie znam.

A sił tyle nie mam, aby wyjść z ciemności na światło, więc siedzę cicho w moim czarnym wszechświecie.

Jak to piszę, to ogarnia mnie niezła beznadzieja i depresja – efekt braku Światła.

Aż tak bardzo się od Światła odciąłem? Dlaczego? W jakim celu?

Aż tak bardzo nienawidziłem Boga, że zaprzysiągłem moją Duszę panom ciemności?

I jak się teraz z tego wydostać?

I czy chcę? Tzn. czy mam taką wolę zmiany, aby wyjść z tej ciemności? Bo znając siebie – raczej nie mam. Mam słomiane zapały. A tu trzeba wytrwałości, potężnej wytrwałości. A ja już teraz wiem, że tak jak przez setki ostatnich wcieleń, że w pewnym momencie odpuszczę sobie z braku sił i znowu poddam się panom ciemności. Bo już nie będę miał sił, aby z nimi zawalczyć. Niestety, znam siebie od tej strony.

Opublikowano MIŁOŚĆ | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz